Canon EOS R7 – świetny aparat, ale czy Canon wie, co robi?

System bezlusterkowy Canon RF powstał początkowo jako pełnoklatkowy i stanowił alternatywę dla profesjonalnych lustrzanek tego producenta. W przeciwieństwie do amatorskiego systemu EOS M, Canon RF został przyjęty ciepło przez rynek dzięki wysokiej jakości obrazu, wygodnej obsłudze i znakomitej optyce, co prawda początkowo w dość skromnej ilości. Rosnąca popularność bagnetu RF spowodowała, że kwestią czasu okazało się wprowadzenie do oferty także modeli APS-C – i rzeczywiście, w maju 2022 roku Canon zaprezentował aż dwa nowe aparaty, EOS R7 dla użytkowników zaawansowanych i EOS R10 dla amatorów, pieczętując tym samym smutny los EOS M.
Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Parametry

MatrycaEfektywna rozdzielczość 32,5 Mpix, APS-C 22,3 x 14,8 mm, CMOS, 3:2, całkowita liczba pikseli: 34,4 Mpix, automatyczne czyszczenie za pomocą ultradźwięków, stabilizacja do 8 EV (łącznie z obiektywem)
Procesor obrazuDIGIC X
Format zapisu– zdjęcia: RAW: 14-bit, JPEG (2 poziomy kompresji), HEIF (2 poziomy kompresji),
– filmy: MP4: H.264 (4:2:0 / 8-bit), H.265 (4:2:2 / 10-bit)
Zakres ISOAuto, 100-32000 w skoku co 1/3 lub 1 EV, rozszerzalne do 51200,
Migawka– szczelinowa sterowana elektronicznie: 30 s – 1/8000 s, B
– elektroniczna 30 s – 1/16000 s, B
skok ustawień co 1/2, 1/3 lub 1 EV,
BagnetCanon RF (w zestawie adapter EF/EF-S), crop x 1,6
Stabilizacja obrazuMatryca + Obiektyw
OgniskowanieDual Pixel CMOS AF, piksele detekcji fazy wbudowane w matrycę
– 100 % pokrycia kadru
– 651 stref automatycznych, 5915 punktów
– Tryby AF: Auto, One-Shot AF (pojedynczy), AI Servo AF III+ (ciągły), Tryb Manualny (MF)
– zakres pracy: -5 – 20 EV
– wykrywanie twarzy, wykrywanie oka, wykrywanie zwierząt, wykrywanie samochodów i motocykli
– asysta AF: wbudowana dioda LED, zewnętrzna lampa błyskowa
Pomiar światła384-strefowy TTL
Tryby pomiaru:
– matrycowy
– centralnie ważony uśredniony
– skupiony
– punktowy
Zakres pomiaru: od -2 do 20 EV
Ekspozycja– kompensacja: +/- 3.0 EV w skoku co 1/3 lub 1/2 EV
– bracketing: +/- 3.0 EV w skoku co 1/3 lub 1/2 EV (2, 3, 5 lub 7 zdjęć)
Programy– Tryby: zaawansowana automatyka ujęć, 13 programów scen tematycznych, w tym panoramy, filtry kreatywne, elastyczny priorytet AE, program AE, priorytet migawki, priorytet przysłony, tryb ręczny, Bulb, ustawienia własne (C1, C2, C3)
– Style obrazów: automatyczny, standardowy, portrety, krajobrazy, szczegółowy, neutralny, dokładny, monochromatyczny, zdefiniowany przez użytkownika (x3)
Zdjęcia seryjne– Migawka mechaniczna: do 15 fps (bufor na ~51 plików RAW lub 224 pliki JPEG)
– Migawka elektroniczna: do 30 fps ze śledzeniem AF (bufor na ~42 pliki RAW lub 126 plików JPEG)
Lampa błyskowaBrak wbudowanej lampy błyskowej, gorąca stopka
– zgodność z lampami EX Speedlite, pomiar E-TTL II,
– Synchronizacja do 1/250 s z migawką mechaniczną i do 1/320 s z elektroniczną pierwszą kurtyną, brak synchronizacji błysku z migawką elektroniczną
– Korekcja siły błysku: +/-3 EV w krokach co 1/3 lub 1/2 EV
Samowyzwalacz10 lub 2 s
Karta pamięci2 x SD/SDHC/SDXC UHS-II
LCD2,95″, 3:2, 1,62 mln punktów, pokrycie ok. 100%, regulacja jasności: 7 poziomów
WizjerOLED, 0,39″, 2,36 mln punktów (1024 x 768), powiększenie x1,15, pokrycie kadru 100%, punkt oczny ok. 22 mm, korekta dioptrii od -4 do +2, 60 lub 120 Hz
Komunikacja i złącza– USB 3.2 Gen 2 (złącze USB-C),
– mikro HDMI (typu D),
– wejście mikrofonu mini-jack (3,5 mm) stereo,
– wyjście słuchawkowe 3,5 mm,
– złącze wężyka spustowego E3,
– moduł Wi-Fi (802.11 b/g/n, 2,4 GHz)
– Bluetooth 4.2
ZasilanieAkumulator Li-Ion LP-E6NH lub LP-E6N albo LP-E6
Dla LP-E6NH wydajność ok. 770 zdjęć przy włączonym ekranie oraz ok. 500 zdjęć przy korzystaniu z wizjera
AkcesoriaZaślepka korpusu, pasek, ładowarka, akumulator, instrukcja, adapter EF-S
Waga530 g (korpus), 612 g (korpus z baterią i kartą pamięci)
Wymiary132 × 90,4 × 91,7 mm
Dodatkowe informacjeObsługiwane przestrzenie kolorów: sRGB, AdobeRGB.
Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Konstrukcja i jakość wykonania

Korpus Canona EOS R7 wykonany jest z wysokiej jakości plastiku, pod którym znalazł się magnezowy szkielet odpowiedzialny za wytrzymałość konstrukcji. Grip jest duży, pokryty gumowaną okładziną i dobrze wyprofilowany – cieszy na przykład wypustka na kciuk, znacznie poprawiająca uchwyt. Na ściętej ściance uchwytu, idealnie pod palcem wskazującym, znalazł się spust migawki – reszta przycisków i manipulatorów znalazła się na górze i z tyłu aparatu. Trochę ich jest – na górze przycisk wielofunkcyjny, nastaw ISO, nagrywania filmu, trójstanowy włącznik zasilania i zarazem przełącznik foto/video, koło trybu pracy oraz poprzeczne koło nastaw w pobliżu spustu migawki.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Tył EOS R7 to oczywiście duży uchylny i obracany wyświetlacz, umieszczony po lewej stronie przycisk Menu, i po prawej: uruchomienia AF, wyboru punktu AF, blokady ekspozycji, podglądu i kasowania zdjęć oraz przycisk szybkiego wyboru, umieszczony wewnątrz okrągłego przycisku – krzyżaka. Szczególną uwagę zwraca jednak zestaw w postaci wychylanego przycisku i pokrętła wielofunkcyjnego, umieszczonego obok wizjera, któremu poświęcę więcej uwagi w części poświęconej praktycznemu użytkowaniu.

Po prawej stronie korpusu Canon umieścił klapkę chroniącą dwa sloty na karty SDXC, po lewej natomiast zestaw ukrytych pod gumowymi zaślepkami gniazd wyjść i wejść. Gniazdo akumulatora umieszczone zostało klasycznie, na dole aparatu.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Przód to oczywiście bagnet – duży, metalowy, z przyciskiem zwalniania blokady umieszczonym wygodnie na lewym boku. Na uwagę zasługuje umieszczony w pobliżu bagnetu przełącznik AF/MF, dzięki któremu można szybko wybrać tryb pracy obiektywu w przypadku modeli bez przełącznika na tubusie – niestety, jeśli obiektyw jest weń wyposażony ustawienia na korpusie są ignorowane. Wewnątrz przełącznika Canon umieścił przydatny przycisk podglądu głębi ostrości.

Canon EOS R7

Ergonomia

Korpus EOS R7 jest duży, dobrze wyprofilowany i nieźle leży w dłoni. Rozmieszczenie przycisków i można uznać za nieźle przemyślane, choć w moim przypadku wymagane było dość długie przestawianie się z klawiszologii Sony – korzystałem wprawdzie przez kilka lat z lustrzanki Canona, ale podobieństwo okazało się trochę zwodnicze.

Moje największe zastrzeżenia do ergonomii obsługi Canona EOS R7 budzi uniwersalne koło nastaw i joystick. W teorii świetny pomysł, w praktyce okazał się nadzwyczaj kłopotliwy. O ile bowiem podczas ustawiania różnych rzeczy ten tandem sprawował się należycie, to podczas zdjęć zbyt często zdarzało się przypadkowe i nieświadome przekręcenie kółka i w efekcie przestawienie kompensacji ekspozycji o kilka działek. Konieczność zaś ustawicznego sprawdzania podczas kadrowania, czy akurat kompensacja nie została przypadkiem wprowadzona na pewno nie pomaga.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Drugim problemem jaki napotkałem jest położenie przycisku podglądu głębi ostrości i przełącznika AF na korpusie – jest on wciśnięty w lukę pomiędzy bagnetem a gripem i okazało się, że po podłączeniu masywnego obiektywu Canon RF 15-35 mm f/2.8 L IS USM jest tam naprawdę ciasno i dostęp do przełącznika AF/MF był bardzo słaby (inna rzecz, że z tym szkłem i tak nie działał), a do przycisku przeciętny.

Pewną niedogodnością może się też okazać (ale nie musi) włącznik zasilania, który w EOS R7 jest trójpozycyjny i umieszczony w nietypowym dla Canona miejscu – mi nie przeszkadzało ani położenie, ani trójstanowość, ale osoby przyzwyczajone do innych aparatów tego producenta mogą mieć do tego zastrzeżenia.

Canon EOS R7 jako sprzęt na co dzień

Na potrzeby testów otrzymałem aparat i trzy obiektywy: zmiennoogniskowe Canon RF 15-35 mm F2.8 L IS USM, Canon RF 24-105 mm F4 L IS USM, oraz stałoogniskowy Canon RF 35 mm F1.8 Macro IS STM. Oba zoomy należą do serii L, znanej ze znakomitej jakości obrazu, wyposażonej w bardzo ciche silniki USM (ultradźwiękowe). Stałka natomiast to szkło nieco niższej klasy, wyposażone w AF pracujący z napędem STM, czyli silnikiem krokowym.

Wszystkie te szkła to oczywiście modele przeznaczone do pracy z matrycami FF. Zabrakło natomiast w zestawie testowym któregoś z obiektywów kitowych: w przypadku EOSa R7 jest to Canon RF-S 18-150mm F3.5-6.3 IS STM, a prostszy EOS R10 sprzedawany jest wraz z Canonem RF-S 18-45mm F4.5-6.3 IS STM.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

I teraz uwaga: są to JEDYNE SYSTEMOWE SZKŁA APS-C dostępne dla tych aparatów, do tego pyszniące się wszechobecnym plastikiem (nawet na bagnecie), ciemne jak noc listopadowa i wycenione (luzem) na absurdalnym poziomie. Bardzo to skromna oferta.

Sięgając zatem po EOSa R7, jeśli chcemy wykorzystać potencjał aparatu zmuszeni jesteśmy sięgnąć po obiektyw przeznaczony dla modeli pełnoklatkowych. Jeśli chodzi o jakość ma to wiele zalet: korzystamy z centralnej części rysowanego przez obiektyw obrazu, czyli obszaru, gdzie jest on najlepszy. Wadą są oczywiście znaczne gabaryty takich obiektywów, waga, a także często ceny wyższe niż odpowiedniki dla mniejszych matryc. Z trzech dołączonych do korpusu szkieł testowych względnie mały i lekki jest tylko 35 mm, pozostałe natomiast są duże i ciężkie.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Najmniej poręczny i najcięższy okazał się oczywiście ten, który uznałem za najbardziej uniwersalny, czyli 15-35 mm – aparat z tym szkłem, zawieszony na (dość słabej jakości) firmowym pasku z zestawu, podczas godzinnej uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego w szkole syna okazał się równie komfortowy, jak garota – pierwszą inwestycją po zakupie aparatu powinien być chyba jakiś przemyślany system przenoszenia (zatrzask do pasa, pasy piersiowe, etc)

Canon zaś zadbał, by sytuacja prędko się nie poprawiła – alternatywni producenci optyki, którzy próbowali wprowadzić na rynek swoje rozwiązania z AF dla bagnetu RF zostali zmuszeni do wycofania ich z oferty. Ofiarą padła najpierw Sigma, a ostatnio także Viltrox. Jak donosi portal Fotopolis, problem dotyczy protokołów komunikacyjnych bagnetu i ograniczeń patentowych, dopóki zatem Canon nie zacznie licencjonować swoich rozwiązań, można co najwyżej liczyć na całkowicie pozbawione elektroniki obiektywy manualne – czasem bardzo przydatne, ale na pewno nie będące sprzętem dla każdego. Potencjalni nabywcy R7 i R10 mogą więc co najwyżej zazdrościć swoim kolegom z aparatami Sony i Fujifilm tych wszystkich bardzo udanych zgrabnych Sigm i Tamronów, Samyangów i Viltroxów.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Pewną furtką jest oczywiście dołączony do EOSa R7 adapter RF-EF. Pozwala on użyć starszych szkieł do lustrzanek Canona (również tych APS-C). Z braku obiektywów nie miałem niestety możliwości sprawdzenia jego funkcjonowania – z krótkiego przeglądu opinii mogę jedynie wnioskować, że nie z każdym starszym sprzętem działa on w pełni poprawnie.

Fotografowanie Canonem EOS R7

Zakładając, że uda nam się zgromadzić odpowiedni do potrzeb zestaw obiektywów, można zacząć pracę z aparatem. Trzeba przyznać, że Canon potrafi tu do siebie przekonać – drobne zastrzeżenia do ergonomii i pomysłów na obsługę nie są w stanie zepsuć pozytywnego wrażenia jakie na mnie zrobił. Przyzwyczajenie się do przyciskologii zajęło mi parę dni, po których byłem w stanie obsługiwać aparat bezwzrokowo, z okiem przy wizjerze. Bardzo mi się spodobał też sposób zmiany obiektywów – EOS R7 potrafi po wyłączeniu zamknąć migawkę, odcinając bezpośredni dostęp do matrycy i drastycznie zmniejszając szansę na dostanie się na nią zanieczyszczeń.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Obraz zarówno na ekranie zewnętrznym, jak i w wizjerze jest dobrej jakości – odpowiednio ostry, duży i jasny. Zestaw wyświetlanych informacji można dostosować niezależnie dla wyświetlacza i wizjera – najbardziej przypadł mi do gustu wariant z jednocześnie wyświetlaną bardzo sprawną elektroniczną poziomicą i histogramem – co prawda trochę zasłaniał obraz, ale jednocześnie pozwalał na sprawną ocenę ekspozycji i wprowadzanie ewentualnych korekt. Obiektywy systemu RF posiadają dodatkowy, programowany pierścień nastaw, który domyślnie służy właśnie do korekty EV i doskonale mi się z niego w takim wypadku korzystało.

Canon EOS R7 posiada bardzo sprawny system autofocus – być może jeden z najlepszych w tej klasie aparatów – pracujący w oparciu o punkty detekcji fazy rozmieszczone na matrycy. W trybie punktowym lub grupowym joystick pozwala na szybki i wygodny wybór właściwego punktu, a jeśli korzystamy z wyświetlacza można także wskazać go dotykowo. EOS R7 posiada też znakomicie funkcjonujący AF obszarowy – używając go oprogramowanie może przy okazji ustawiać automatycznie ostrość na ludzi, ale nie tylko: można ustawić także priorytet dla zwierząt lub pojazdów.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Detekcja ludzi działa znakomicie – AF wykrywał ich znakomicie także w ruchu i potrafił nastawić ostrość na oko fotografowanej osoby nie tylko patrzącej wprost, ale również w przypadku profilu i to takiego, gdy oko było ledwo widoczne. Algorytm wykrywania oczu radzi sobie też w przypadku zwierząt, sprawnie wykrywając półprzymknięte oczy władców świata (tj. kotów). Ciekawie wygląda także wykrywanie pojazdów – miałem możliwość sprawdzenia go podczas raczej statycznego pokazu starych samochodów, ale jego działanie i zalety można docenić dopiero podczas fotografowania obiektów w ruchu, gdy AF musi śledzić i nadążać za fotografowanym obiektem.

Generalnie bardzo wysoka szybkość i znakomita celność AF przy śledzeniu obiektów predysponuje EOSa R7 do fotografii sportowej i przyrodniczej, chociaż i dla fotografii ulicznej i niepozowanego portretu w świetle zastanym się przyda. Jeśli AF się pogubi (rzadko się zdarza, ale się zdarza), można wskazać śledzony obiekt ręcznie, przyciskając kapturek joysticka. Nacisk na fotografię sportową i przyrodniczą widać także w dużym nacisku jaki Canon położył na szybkie zdjęcia seryjne – 15 fps z użyciem migawki mechanicznej i 30 fps w przypadku elektronicznej pozwoliło mi podczas sesji testowych bez problemu uchwycić rozpryskującą się bańkę mydlaną i sprawdzi się także przy innych dynamicznych scenach.

Miłosz
Pękająca bańka mydlana 🙂

Spory bufor pozwala zrobienie ~50 zdjęć w trybie RAW. Warto pamiętać, że migawka elektroniczna może wprowadzić widoczne zniekształcenia do dynamicznych kadrów – liniowy odczyt matrycy powoduje znaczny tzw. „rolling shutter”.

Canon EOS R7 dobrze wypadł także jeśli chodzi o użyty akumulator – dołączony do zestawu LP-E6NH ma pojemność 2130 mAh, ładuje się około 2-3 godzin i pozwolił na zrobienie w jednej sesji ~400 zdjęć w seriach, nie spadając poniżej 70 % naładowania. Nieużywany aparat przechodzi w tryb obniżonego poboru prądu – zdarzało mi się zapomnieć o wyłączeniu aparatu i po całym dniu bezczynności ubytek energii wynosił mniej niż 10 %. Prawdopodobnie dałbym radę przez cały czas testowania fotografować na jednym naładowaniu.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Jakość obrazu

Jeśli chodzi o jakość obrazu, to podczas testów Canon EOS R7 zaprezentował się z dobrej strony – dużo tu oczywiście zasługi wysokiej jakości optyki, lecz spróbuję omówić ten aspekt skupiając się na tych elementach, które zależą od samego aparatu. Na początek zaznaczę może, że fotografuję w trybie RAW – zatem interesuje mnie głównie, by aparat wyprodukował coś nadającego się do dalszej pracy, a nie JPEG prosto z puszki. Ale na potrzeby testów włączyłem tryb, w którym oba warianty były zapisywane równolegle.

Kolorystyka plików JPEG wydaje się charakterystyczna dla Canona – czyli dobra, a na pewno lepsza od tego co na wyjściu oferuje Sony. EOS R7 radzi sobie nieźle z automatycznym określaniem balansu bieli, chyba dość zachowawczo naświetla, dzięki czemu zmniejsza ryzyko pojawienia się prześwietleń, jednak sporadycznie niektóre kadry o dużej dynamice wydawały się trochę zbyt ciemne. Receptą jest oczywiście włączenie optymalizacji dynamiki lub HDR prosto w korpusie albo ręczna korekta ekspozycji na podstawie histogramu. W przypadku trybu RAW także warto pamiętać o histogramie, jednak poziom szumów matrycy i niezła dynamika pozwalają na dość mocne wyciągnięcie cieni z zachowaniem rozsądnej jakości obrazu.

Canon EOS R7
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Sprawność aparatu przy wyższych czułościach niestety nie wyróżnia się na plus, chociaż trzeba przyznać, że Canon poprawił wbudowane algorytmy odszumiania i w przypadku plików JPEG jest lepiej, niż było w starszych modelach. 32,5 megapikseli i rozmiar przetwornika nieco mniejszy niż w aparatach APS-C konkurencji (Canon ma mnożnik ogniskowej x1,6 a aparaty Sony i Fujifilm x1,5) dają jednak nieunikniony efekt: w pełni użyteczny zakres ISO kończy się na ISO 3200, a ISO 6400 wymaga już dość intensywnej obróbki RAWów. Struktura szumu jest na szczęście dość drobna, więc go w pewnym stopniu wykorzystać podobnie jak ziarno filmowe. Porównałem także pod tym względem Canona EOS R7 i dość już wiekowego prywatnego Sony a6300 – z pewnym zaskoczeniem odnotowuję, że w zasadzie to Sony radzi sobie lepiej przy wyższych czułościach.

Wyższych ustawień ISO należy zatem za wszelką cenę unikać. Pomocne może tu być połączenie stabilizacji matrycy i obiektywu, które podczas testów pozwoliło przy ogniskowej 15 mm na udane kadry „z ręki” z naświetlaniem nawet rzędu 1 sekundy, co oczywiście nijak nie pomoże przy fotografowaniu dynamicznych scen. Użytkownicy poszukujący zatem aparatów do uwieczniania uroczystości w ciemnych wnętrzach (śluby, komunie, etc) powinni raczej zwrócić uwagę na rozwiązania z sensorem pełnoklatkowym (Canon R5, Sony A7IV itp). Matryca APS-C po spisze się lepiej tam, gdzie istotniejsze jest uzyskanie wysokich zbliżeń niż niskich szumów.

Podsumowanie

Canon EOS R7 wzbudził we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest to naprawdę świetny w swojej klasie aparat, do tego dobrze dostosowany do moich potrzeb. Wspaniały autofocus i szybkość pracy to jedno, ale podobała mi się też obsługa, nieźle wypadła jakość obrazu. Trochę mniej podobała mi się waga całości wraz z pełnoklatkowymi szkłami, ale mogę z tym żyć. Użytkownicy filmujący docenią pewnie duże możliwości, jakie aparat oferuje w tej kategorii, a czego z braku dostatecznej wiedzy i doświadczenia nie mogłem podczas tego testu ocenić. Canon EOS R7 zdecydowanie zasługiwałby na moją rekomendację, gdyby… no właśnie, gdyby nie Canon.

Canon EOS R7 jest bowiem sprzętem ograniczonym głównie nie przez technikę, lecz politykę producenta. Canon zdaje się bowiem nie dostrzegać, że popularność systemów Sony i Fujifilm wzięła się nie z ich technicznej perfekcji, lecz z ogromnego wyboru obiektywów i innych akcesoriów. Zauważył to nawet Nikon, który właśnie otworzył swój system bezlusterkowy na optykę Tamrona – Canon natomiast uparcie strzela sobie w stopę, za wszelką cenę chcąc pozbawić użytkowników wyboru we własnym fapcyrklu. Dwa ciemne, jak noc, i drogie szkła kitowe RF-S nie pozwalają, póki co, spojrzeć optymistycznie na przyszłość aparatów APS-C z bagnetem RF. Po zastanowieniu się – mimo wszystko – zdecydowałem się Canonowi EOS R7 dać rekomendację. Jest w końcu bardzo udanym aparatem, ale warto pamiętać, na co się decydujemy.

Zdjęcia przykładowe

Wersje wysokiej rozdzielczości dostępne w serwisie Flickr, po kliknięciu w fotografię. Warto też zajrzeć do recenzji Samsunga Galaxy Z Fold4 – wszystkie zdjęcia do tekstu powstały z wykorzystaniem Canona EOS R7.

Iskra
Klasztor w Bieniszewie
Jezioro Skąpe
Jezioro Skąpe
Samsung Galaxy Z Fold4
Samsung Galaxy Z Fold4
Samsung Galaxy Z Fold4
Miłosz
Miłosz
Miłosz
Miłosz
Miłosz i Ania
Agnieszka, Miłosz i Ania
Tysia
Miłosz
Chmury
Mustang
Paweł
Jacek i Paweł
Jacek
Mustang
Mustang
Mercedes
Buick Electra 225
Buick Electra 225
Buick Electra 225
Plymouth
Jaguar
Warta
Warta
Warta
Chmury
Słońce poboczne
Wał szkwałowy